Free Joomla Template by Discount Justhost

Marzena Gawrijałek

Chcieć to móc...

Mam na imię Marzena, mieszkam w Krakowie. W lipcu 1998 roku, podczas wypadku samochodowego, uszkodziłam kręgosłup w odcinku szyjnym na poziomie C6-C7. Spowodowało to całkowity paraliż kończyn dolnych i częściowo górnych.

Od tamtej pory poruszam się na wózku inwalidzkim. Moją przygodę z nurkowaniem zaczęłam 5 lat temu. O możliwości nurkowania opowiedziała mi przyjaciółka i tak pojawiłam się na pierwszych zajęciach kursu, które prowadzi Stowarzyszenie Centrum Turystyki Podwodnej „Nautica” na basenie Towarzystwa Sportowego „Wisła”. Postanowiłam coś zmienić w swoim życiu i spróbować swoich sił w nurkowaniu, ponieważ od dziecka lubiłam pływać, a po wypadku to tylko przy brzegu na materacu leżakowałam.
Na kursie mieliśmy teorię i praktykę w basenie.
Po skończonych zajęciach pierwszej części kursu na basenie miałam do wyboru: zdać egzamin na miejscu, tzn. na Zakrzówku albo w wodach Chorwacji, ponieważ Stowarzyszenie zajmuje się również organizowaniem wyjazdów dla osób niepełnosprawnych. Oczywiście, że wybrałam wody Chorwacji i pojechałam z grupą na wyspę Hvar, aby ukończyć kurs. Takiego zapachu lawendy nie czułam nigdzie, do tego słońce i to przepiękne błękitne morze. Cieszę się, że mogłam nurkować w ciepłych wodach, gdzie jest kolorowe życie w głębinach i dużo ryb. Bałam się tego pierwszego nurkowania w morzu. To coś innego niż basen, gdzie woda spokojna i płytka. Skok do wody i strach odleciał. Podczas tego pierwszego nurkowania miałam szczęście ujrzeć koniki morskie, które są takie malutkie i delikatne, a dalej dostrzegłam ośmiornicę między kamieniami, która patrzyła wielkimi oczami w moją stronę. Przy kolejnych zanurzeniach w wody zapominałam o wszystkim, co mnie otacza na lądzie, a interesowałam się tylko tym, co mogę zobaczyć pod wodą. Najgorsze było zakładanie i ściąganie skafandra, ponieważ przez moją niepełnosprawność jest to dla mnie uciążliwe. Instruktorzy, którzy byli tam ze mną, z cierpliwością pomagali mi w tym. Wszyscy tam byli po prostu cudowni, pomagali mi w razie potrzeby. Po zdaniu egzaminu i powrocie do domu, w myślach wracałam do tych chwil które przeżyłam przez ten czas na wyspie Hvar. Tych przeżyć, które mi dał ten nurkowy tydzień nie zapomnę do końca życia. Było fantastycznie.
Nurkując w Chorwackich wodach nie przypuszczałam, że za rok będzie mi dane nurkować w ciepłych i przezroczystych wodach Morza Czerwonego w Sharm El Sheikh w Egipcie. Dzięki Fundacji "Mniejszy Błękit" i Stowarzyszeniu Centrum Turystyki Podwodnej „Nautica” doczekałam się wyjazdu wraz z grupą uczestników i kadry. Wylot był z Warszawy. Po długiej podróży wylądowaliśmy w Egipcie. Na lotnisku, gdzie przywitało nas słońce wraz z gorącym powietrzem. Pomimo zmęczenia, od razu pojawił się uśmiech na twarzy, że szczęśliwie dotarliśmy i czeka nas przygoda. Zostaliśmy zakwaterowani wszyscy w hotelu. Mieliśmy wieczorek zapoznawczy, później odpoczynek i wyczekiwanie pierwszej wyprawy. Poranny posiłek, pakowanie potrzebnych rzeczy i w drogę na statek, na upragnione nurkowania w tych krystalicznych błękitnych wodach pełnych ryb, raf. Oczekiwałam kolejki swojego wejścia do wody, zastanawiałam się jak jest po wodą. Pierwszy skok do wody zachwycił mnie widokiem. Błękit wody, doskonała przejrzystość, mnóstwo kolorowych ryb, których olbrzymie ilości pływało obok mnie, wszędzie mniejsze lub większe bajeczne rafy koralowe. I ten spokój, który odczuwałam nurkując tam, to było coś niesamowitego. W mojej głowie tylko myśli, aby zapamiętać jak najwięcej z tej wyprawy. Ta niesamowita ilość życia sprawiła, że nie dało się zapamiętać wszystkich ryb jak wyglądały. Jeśli ma się szczęście można ujrzeć skrzydlice, mureny, żółwie, napoleona, piękne błazenki, płaszczki, ryby rozdymkowate, ukwiały i wiele innych okazów. Pierwsze duże wrażenie zrobiła podpływająca duża ryba napoleon, która ze spokojem i zaciekawieniem śledziła nasze ruchy. Z każdym metrem towarzyszy mnóstwo rybek mniejszych o wyostrzonych kolorach i mieniących się kolorami, które chowają się za swoimi ukwiałami i koralami, nieopodal przepływały tuńczyki, nie mogłam się napatrzeć na to wszystko. Tak sobie pływając myślałam: jak tu jest pięknie, jestem szczęśliwa, nie czuję się osobą z niepełnosprawnością i nie mam ochoty wracać na powierzchnię! Niestety, po godzinie nurkowania szczęście dobiega końca. Powietrza w butli ubywa i trzeba po sygnale prowadzącego zacząć się wynurzać powoli i wracać na łódź, aby się osuszyć i zdać relacje innym jak moje podwodne wrażenia i co widziałam. Tak mijały kolejne dni na łodzi, gdzie nurkowaliśmy w różnych miejscach, na różnych głębokościach, aby zobaczyć ile się da. Niestety pobyt dobiegał końca i w pamięci zostają wspomnienia, mnóstwo zdjęć zrobionych przez wszystkich uczestników i fotografa Grzegorza, i oczywiście nowi znajomi, których tam poznałam.
Mam nadzieje, że po moim opowiadaniu inne osoby niepełnosprawne nabiorą chęci do nurkowania, zobaczą jak jest cudownie pod wodą. Tak naprawdę wszystkie ograniczenia stwarzamy sobie we własnej głowie. Dziękuję losowi za tą przygodę z nurkowaniem w pięknych miejscach z cudownymi ludźmi, których wciąż poznaję, bo może nigdy nie doświadczyłabym takich chwil w życiu gdyby nie ludzie z pasją, którzy pokazują innym, że jak się chce to możemy dostrzec wiele przyjemnych rzeczy. Oczywiście dziękuję wszystkim ze Stowarzyszenie „Nautica” za możliwość bycia z wami, wsparcie, pomoc i zaangażowanie we wszystko i ten Wasz uśmiech :) Bardzo lubię nurkować, podróżować, poznawać nowych ludzi i wiem, że to nie koniec, a dopiero początek mojej przygody.