Free Joomla Template by Discount Justhost

PAG 1999

Koniec czerwca 1999, sobotnie przedpołudnie. Słońce, góry i najbardziej turkusowa woda, jaką w życiu widziałem. Wsiadamy na prom. Tak zaczął się nasz długo wyczekiwany obóz na Pagu. Ukoronowanie ćwiczeń na basenie, a zarazem początek czegoś zupełnie nowego - jako pierwsi w Polsce mamy zdobywać uprawnienia HSA, amerykańskiego Stowarzyszenia Nurkowego Niepełnosprawnych. Mieszkamy tuż nad zatoką; budynek, choć nie powstawał z myślą o wózkowiczach jest w miarę dostępny. Ale co tam budynek - 50 metrów dalej rozpościera się Adriatyk. Pierwsza, próbna kąpiel - FUJ, jak słona ta morska woda!! Do tej pory większość z nas ćwiczyła tylko w "cieplarnianych", basenowych warunkach, lub co najwyżej (najgłębiej?!) na Mazurach. 

Następnego ranka budzi nas ostre słońce. Wszystko się strasznie przeciąga - śniadanie, jakieś spotkanie organizacyjne - po co to wszystko, chcemy do wody!! Chcemy nurkować! Plan dnia wydaje się skonstruowany jakby na złość, jakieś wykłady, spotkania, a tak mało czasu pod wodą! Ten niedosyt został nam do końca -dlatego wrócimy na Pag za rok. A teraz czas się sprawdzić - na własnych kolanach, barkach i czym kto może targamy z magazynu sprzęt. Po raz pierwszy wszystko trzeba zrobić samemu: przynieść, poskręcać, sprawdzić...SUPER! Kryjąc się przed palącym słońcem wbijamy się w pianki i ....

Najpierw okazuje się, że jestem niedoważony. Pozostali już dali nura i poznają naszą nurkową okolicę, a ja miotam się przy pomoście, kombinując balast. (Potem i tak używałem innej pianki i musiałem zmienić obciążenie...).Mija pół godziny i dołączam do reszty -wrażenie jest fantastyczne, jakieś skałki, łachy piachu i "portowe resztki" czyli stare liny, trochę zbutwiałego drewna i parę butelek. Naturę reprezentuje jakieś zielsko i ławice małych rybek. Wtedy po raz drugi poczułem, że naprawdę nurkuję (pierwszy raz był na basenie, kiedy słyszałem własny oddech i nic więcej). Przez kolejne dni przybyło takich chwil; nie twierdzę, że spowszedniały -zanurzenie to zawsze przejście "na drugą stronę lustra" ale ważniejsze od samego bycia pod wodą stało się zwiedzanie, penetrowanie tego świata.

Jednak najpierw powtarzaliśmy wszystkie ćwiczenia, zaliczali kolejne, wymagane przez HSA normy i spędzali w wodzie po kilka godzin dziennie, przekonując się, że sama maska i fajka to też frajda. Ostatnie dwa dni to najpiękniejsze, najdłuższe i najgłębsze nurkowania. Po drodze nauczyliśmy się fikołka z i wdrapywania na ponton (spróbujcie to zrobić, udając, że wasze nogi są bezwładne!), mieliśmy tez przygody z silnikiem i wizję roztrzaskania o skały. Było świetnie.
Popłynęliśmy na drugi brzeg zatoki, bliżej otwartego morza. Kilkanaście metrów skały nad i kilkadziesiąt pod wodą. Ściana niknie gdzieś w głębinie. Na powierzchni ciut nas pokołysało, niżej zupełny spokój; zanurzam się głową w dół, ręce oparte o skałę -zupełnie jakbym się wspinał! Przypomina mi się film s-f, chyba "Otchłań" tam też zanurzali się przy ścianie, tylko znacznie głębiej. No i nie mieli w planach groty, a my mamy. Raczej grotkę, ale z balonem powietrza, więc można na chwilę zdjąć maskę! Przy wejściu o mało nie przegapiłem skorpeny -czaiła się między kamieniami. Jeszcze tylko zejście głębiej (pierwszy raz jestem na osiemnastu metrach!) i czas wracać, tym bardziej, że już wydmuchałem masę powietrza.

Wszyscy, oprócz Kazika, wracaliśmy z głowami wypełnionymi wrażeniami i planami kolejnych wyjazdów. Oprócz Kazika, bo ten skubaniec został na Pagu jeszcze tydzień!!

Maciej Winiarski
fotografie: Olo Trafas